1963, PAŹDZIERNIK

Kongresman Joe Pool na łamach „Morning News” z 3 października wyraził nadzieję, że prezydent spotka się z „dobrym powitaniem” w Dallas i nie będzie napastowany przez demonstrantów, czego doświadczył aktualny wiceprezydent Johnson w czasie kampanii wyborczej w roku 1960.

Senator Bruce Alger

Tym samym przypomniano pierwszy incydent, który zwrócił uwagę amerykańskiej opinii publicznej na skłonności mieszkańców miasta. Kiedy Johnson i Lady Bird, jak powszechnie nazywano panią Lyndę Bird Johnson, mieli przybyć do Dallas, zwolennicy Republikanów i ich kandydata, Richarda Nixona, zgromadzili się, zwołani przez Bruce’a Algera (wtedy jedynego teksaskiego przedstawiciela Republikanów w Kongresie) w tym samym miejscu i o tym samym czasie, co spodziewane przybycie z Fort Worth kolumny samochodowej Demokratów. Delegacja Republikanów prowadzona była przez młode, urodziwe niewiasty, nieoficjalnie nazywane „dziewczynami Algera”, ubrane w atrakcyjne, czerwono-biało-niebieskie stroje.

Kiedy Johnsonowie usiłowali przecisnąć się przez tłum zgromadzony na Commerce Street, „entuzjazm” republikański wymknął się spod kontroli. Posypały się drwiny i szyderstwa, rozległy gwizdy. Co bardziej agresywni pluli i brali się do kuksańców. Przejście przez ulicę zajęło państwu Johnson trzy kwadranse. Lady Bird długo nie mogła odzyskać równowagi, nawet kiedy już dużo później opowiadała dziennikarzom o swym przerażeniu, a jej mąż wściekł się na Dallas i jego Republikanów.

Podobny fizyczny strach przed Dallas odczuwał senator J. William Fulbright. 3 października spędził on cały dzień z prezydentem Kennedym, z uporem, na jaki tylko jego było stać, powtarzając: „Dallas to bardzo niebezpieczne miejsce. Ja bym tam nie pojechał i panu nie radzę”.

4 października, w rozmowie z Connallym, John Kennedy zgodził się, by ustalenie szczegółowego programu wizyty w Teksasie pozostawić gubernatorowi. Koordynację przygotowań w Białym Domu powierzono specjalnemu asystentowi prezydenta i jego przyjacielowi Kennethowi O’Donnellowi. Wszyscy byli zgodni, że, o ile starczyłoby czasu, przejazd zmotoryzowanego orszaku przez Dallas byłby najlepszym sposobem, by wyborcy zobaczyli swego prezydenta. Według O’Donnella postępowano tak zawsze, „szczególnie w wielkich miastach, gdyż celem było sprawić, aby prezydenta zobaczyło tak wielu ludzi, jak to możliwe”.

Wspomniany Bruce Alger dał się poznać w owym czasie także jako orator. Na miesiąc przed spodziewaną wizytą Kennedy’ego w Dallas, występując na forum Izby Reprezentantów, mówił:

„Niech mi wolno będzie być tak zuchwałym i zaproponować prezydentowi oraz niektórym jego doradcom, którzy wydają się skłaniać w stronę społeczeństwa komunistycznego, ażeby rozejrzeli się po Ameryce i porównali rezultaty osiągnięte przez kapitalizm z tymi, które obserwujemy w krajach komunistycznych.

Zamiast próbować zaskarbiać sobie łaski Chruszczowa, Tito i innych czerwonych przywódców w drodze deprecjonowania naszych własnych dokonań, należałoby udzielić pokrzepienia, wyliczając błogosławieństwa dla narodu amerykańskiego… Choć raz, Panie Przewodniczący, chciałbym usłyszeć, jak prezydent Kennedy wyraża swą wiarę w naród amerykański, zamiast pogardzać wysiłkami i dokonaniami tego narodu, stale obniżać wartość tego, co zostało zrobione i wzywać do zwiększenia kontroli i rozszerzania planowania federalnego na wzór państw komunistycznych.

My, w naszym Dallas, nie przepraszamy za to, że realizujemy system kapitalistyczny. My chełpimy się tym. Zapraszamy prezydenta Kennedy’ego, Artura Schlesingera, Waltera Hellera, Waltera Reuthera, George’a Balia, Averella Harrimana i wszystkich innych głosicieli gospodarki planowej, by przybyli do Dallas w dowolnym czasie i podzielili z nami dumę rzeczywistej amerykańskiej społeczności, zbudowanej na najlepszych amerykańskich tradycjach i urzeczywistniającej najświetniejsze koncepcje fundamentów wielkości Ameryki – wiary w jednostkę”.

W końcu października, na zaproszenie Dallaskiego Towarzystwa Narodów Zjednoczonych, do miasta przybył ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ, Adlai Stevenson. Na 24 października wieczorem, z okazji Dnia Narodów Zjednoczonych, zaplanowano jego wystąpienie w Centrum Kongresowym (Convention Center); dzień wcześniej popisywał się tam generał Walker. Jednym z setek widzów był Lee Harvey Oswald.

Przemówienie Stevensona wielokrotnie przerywały okrzyki, wznoszone między innymi przez Franka McGehee, przywódcę Konwencji Oburzonych. Skandowano: „Trzymać US [Stany Zjednoczone] z dala od UN [Narodów Zjednoczonych] i UN z dala od US”. Ambasador był wstrząśnięty reakcją, ale próbował ratować się swym słynnym humorem, ripostując: „Wierzę w grzechów odpuszczenie i odpokutowanie ignorancji”. W odpowiedzi usłyszał: „Kennedy otrzyma zapłatę w piekle. Stevenson umrze. Jego serce stanie, stanie, stanie i będzie płonął, płonął, płonął”. Gdy ambasador spieszył do czekającej na niego limuzyny, mrucząc: „Zwierzęta… zwierzęta!”, otoczyła go, licząca około 75 osób, grupa rozwydrzonych demonstrantów. W momencie, gdy dziennikarz z „Times Herald” próbował przeprowadzić wywiad ze Stevensonem, jakaś kobieta grzmotnęła ambasadora w głowę trzymanym w ręku tekturowym transparentem. Cała scena została uchwycona przez kilka kamer: reportera stacji telewizyjnej w Dallas, Wesa Wisego, późniejszego burmistrza, oraz fotografa prasowego, a także policyjnego. Następnego dnia film Wisego pokazała w zwolnionym tempie sieć telewizyjna CBS, a fotografie ukazały się w prasie. Później zdjęcia zajścia otrzymali agenci ochrony, którzy mieli dbać o bezpieczeństwo Johna Kennedy’ego w Dallas.

Co przytomniejsi obywatele miasta uznali całe zdarzenie za zniewagę. Kobieta, która zaatakowała Stevensona, gospodyni domowa z Oak Cliff, została aresztowana. Sprawę młodego człowieka, który opluł ambasadora i jednego z policjantów, skierowano do sądu dla nieletnich. „Dallas Time Herald” wyszedł 25 października z artykułem redakcyjnym na pierwszej stronie. Gazeta pisała: „Dallas zostało pohańbione… Czy nasze miasto musi w całym świecie mieć reputację miejsca, gdzie goście są narażeni na fizyczne niebezpieczeństwo, jeśli wyrażają idee, których wojująca mniejszość tłumu nie aprobuje?… Przyzwoite, uczciwe organizacje polityczne Dallas i przywódcy naszego miasta muszą się wypowiedzieć i wyprzeć tych skrajnych elementów, zanim miejsce, które kochamy i w którym żyjemy, stanie w obliczu wielkiego nieszczęścia…”

Dzień później naczelnik miejscowej policji Jesse E. Curry oznajmił o zamiarze zmobilizowania dodatkowo stu policjantów, mających wolny dzień, do pomocy w okresie wizyty prezydenta.



Kategorie:Przebieg wydarzeń, Wideo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: