1963, WIOSNA

Rodowici mieszkańcy Dallas przywykli poważnie traktować dewizę: „Business is business” – interes to interes. Powiadali nawet: „Our business is business” – nasz interes to interes. Wielu z nich nie przyglądało się więc – lub nie chciało się przyjrzeć – temu, co działo się na scenie politycznej miasta, sukcesywnie opanowywanej przez „ekstrawaganckich” przybyszów.

Jednym z nich był generał Edwin A. Walker, zwolniony z dowództwa oddziałów amerykańskich w Berlinie Zachodnim za próby szerzenia wśród żołnierzy skrajnie prawicowej propagandy. Walker, rodowity mieszkaniec Teksasu, przybył do Dallas i wstąpił w szranki walki o urząd gubernatora stanu w 1962 roku, zwracając na siebie uwagę prasy. Poniósł jednak totalną klęskę, sześć razy próbując przyciągnąć głosy wyborców i sześć razy sromotnie przegrywając, po czym jego nazwisko zniknęło z pierwszych stron gazet.

Edwin Walker podczas protestów przeciwko integracji rasowej na Uniwersytecie Mississippi

Nie ostudziło to zapędów Walkera, cieszącego się poparciem niewielkiej, lecz bogatej grupy mieszkańców Dallas, którzy – jak mówili – lubili patrzeć na jego polityczną błazenadę. Kiedy działalność Walkera przekroczyła granice Teksasu, a on sam pojawił się w kampusie jednej z uczelni stanu Missisipi, nawołując zebranych, by chwycili za „patelnię, strzelbę i flagę” (atrybuty pionierów amerykańskich) i przyłączyli się do niego, prasa krajowa na stałe przypisała tę postać do Dallas. Zyskując popleczników, generał przeprowadził się do obszernego domu w reprezentacyjnej części miasta, nazwanego przez miejscowe gazety „The Fortress on Turtle Creek” – Forteca przy Turtle Creek i 1 maja wywiesił tam flagę amerykańską do góry nogami, co jest międzynarodowym symbolem alarmowym. Trzy tygodnie wcześniej, 10 kwietnia, nieznany sprawca próbował dokonać zamachu na Walkera, strzelając z ulicy do wnętrza domu i uszkadzając kulą okiennicę.

Miasto z istoty swej konserwatywne, w którym ponad połowę dorosłej ludności stanowili rozmaici dyrektorzy, urzędnicy, agenci, kupcy lub służący, niezajmujące się pracą fizyczną, rozrastające kosztem okolicznych wsi, w 97 proc. protestanckie – stało się naturalnym polem działania dla wszelkiego autoramentu organizacji prawicowych.

Najwcześniej uzyskała rozgłos Krajowa Konwencja Oburzonych (National Indignation Convention) założona przez biznesmena z Dallas, byłego pilota, Franka McGehee, pod pretekstem „oburzenia” z powodu szkolenia w Teksasie lotników jugosłowiańskich. Konwencja występowała przeciw jakiejkolwiek współpracy Stanów Zjednoczonych z państwami socjalistycznymi. Podobne cele postawiła sobie organizacja występująca pod nazwą Komisja Okręgu Dallas do Spraw Ujawnienia Kupców Sprzedających Towary Importowane z Krajów Komunistycznych (Dallas County Committee to Bring Recognition to Merchants Selling Communist Import). „Niektórzy chcą oddać pod sąd Earla Warrena” (prezesa Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych) – oznajmił podczas pierwszego zjazdu Konwencji, w Dallas w listopadzie 1961 roku, J. Evetts Haley. – „Ja jestem za powieszeniem go”. To samo zgromadzenie wysłuchało słów Eddiego Rickenbackera o nieżyjącym od czterech lat senatorze Josephie McCarthym: „Któregoś dnia naród Ameryki wzniesie pomnik ku jego pamięci”, oraz oklaskiwało odtworzone z taśmy słowa gwiazdora filmowego Ronalda Reagana, demaskujące podatek dochodowy jako „spłodzony przez Karola Marksa sto lat temu”.

Działalność Konwencji Oburzonych przygotowała grunt dla osławionego Stowarzyszenia Johna Bircha (John Birch Society), założonego w grudniu 1958 roku w Indianapolis przez Roberta H. Welcha juniora i po niecałych pięciu latach liczącego kilkadziesiąt tysięcy członków. W stowarzyszeniu tym, grupującym ultrakonserwatywnych zwolenników prawicy republikańskiej, rekrutujących się spośród warstw średnich, zwykle protestanckich bigotów, panowała zasada wodzostwa. Za główny cel stawiano sobie walkę z socjalizmem i komunizmem, który – według członków Stowarzyszenia – z każdym dniem zyskiwał wpływy na świecie i groził rozsadzeniem od wewnątrz Stanów Zjednoczonych.

Kiedy awangarda „birchistów” dotarła do Dallas, spotkało ją spektakularne przyjęcie. Długi rząd cadillaków i lincolnów ciągnął do luksusowego hotelu Statler-Hilton. Kosztownie ubrani pasażerowie opuszczali samochody i lokowali się w przestronnej sali balowej, gdzie – samotny na scenie – magnetofon przez godzinę i czterdzieści minut odtwarzał przemówienie Welcha. Kierownikiem miejscowej komórki Stowarzyszenia został mianowany nafciarz Joseph P. Grinnan.

Na terenie Dallas działała również druga co do wielkości w Stanach Zjednoczonych (po Stowarzyszeniu Johna Bircha) organizacja skrajnej prawicy: Krucjata Chrześcijańska (Christian Crusade). O jedenaście lat starsza od „birchistów”, organizacja ta, utworzona przez fanatycznego antykomunistę, protestanckiego duchownego Billy’ego J. Hargisa, również ostrzegała przed „spiskiem komunistycznym” zagrażającym od wewnątrz Stanom Zjednoczonym. Wedle przywódcy Krucjaty, największe niebezpieczeństwo niósł Ameryce liberalny establishment, albowiem: „Cały ruch lewicowy jest złem. Komunizm i liberalizm są ulepione z tej samej gliny”.

Zdaniem niektórych, w mieście operowała też zakonspirowana organizacja „Minutemen”, powstała w 1959 roku. Jej przywódcą był Robert B. De Pugh. Organizacja ta, szykująca się do walki przeciw komunistom na wypadek przechwycenia przez nich władzy – a spodziewano się tego najpóźniej w roku 1973 – prowadziła wśród swych członków obowiązkowe, tajne szkolenie wojskowe. Przypisywano jej dokonanie rozmaitych tajemniczych zbrodni. Członkowie „Minutemen” byli w większości potomkami rodzin protestanckich, dawno osiadłych w Ameryce.

Poczynając od wiosny 1963 roku organizacje te i ich zwolennicy byli w Dallas coraz głośniejsi. Atmosfera w mieście stawała się coraz gorsza, wręcz histeryczna. Pewnego dnia całkiem poważnie przyjęto plotkę, że 30 tys. żołnierzy chińskich wylądowało na plażach Kalifornii. Wzorem innych stanów południowych, wielkie litery ulicznych tablic reklamowych wołały: „Pociągnąć do odpowiedzialności Earla Warrena”. W centrum miasta, na sklepach będących własnością Żydów, ktoś umieścił swastyki. Materiały propagandowe skrajnej prawicy rozdawano w państwowych szkołach. Wspominanie imienia Kennedy’ego w klasach szkolnych wywoływało obraźliwe okrzyki. Od młodszego personelu szkół wymagano uczęszczania na zebrania organizacji prawicowych. Na chromowych zderzakach luksusowych samochodów pojawiły się napisy: „K.O. the Kennedy’s” (Nokaut Kennedym). Starsze panie i bogate wdowy zabawiały się grą: Pytanie – „Kogo z Kennedych najbardziej nienawidzisz?” Prawidłowa odpowiedź – (1) Bobby’ego (Roberta), (2) Jacka (Johna), (3) Teddy’ego (Edwarda), (4) Jackie (Jacqueline).

Gdy w popołudniówce „Dallas Times Herald” mianowano nowego redaktora, błyskawicznie zyskującego reputację najbardziej liberalnego redaktora gazety w Teksasie, dallaska prawica wpadła w furię. Jedna z „patriotycznych” organizacji oświadczyła, że wysłała detektywa do poprzedniego miejsca pracy redaktora, żeby zgromadził fakty. Miały się one przedstawiać następująco: nowy redaktor był dobrze znanym komunistą i „liberalnym, wschodnim, jajogłowym Żydem z Columbia University w Nowym Jorku, przysłanym dla zniszczenia dallaskiej polityki”. W rzeczywistości redaktor ów był rodowitym mieszkańcem Teksasu, prezbiterianinem, wykształconym w niewielkim college’u protestanckim w zachodniej części stanu.



Kategorie:Przebieg wydarzeń, Wideo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: